wtorek, 16 czerwca 2015

No Life - HanJoo



Tytuł: No Life
Pairing: HanJoo
Rodzaj: Angst, one shot

Kim ByungJoo, zwany jako B-Joo w internetowym świecie. Nie widział nic oprucz monitora przed którym ciągle siedział. Rzucił stydia tylko aby mieć więcej czasu na granie. Można powiedzieć, że był uzależniony... tak zwany maniak... 
-ByungJoo, skarbie proszę cię... -Błagała płaczliwie matka B-Joo który grał na komputerze.
-Mamo, odpuść. -Powiedział ściągając słuchawki i odwrajcąc się w stronę matki. 
-Ale kochanie, stajesz się już maniakiem. Wyjdź na dwór i spotkaj się z kolegami.  -Oznajmiła z powagą, ale i smutkiem.
-Mamo nie martw się i daj już spokój.
-Ohhh... -Westchnęła zrezygnowana. -Narobisz sobie wady, zobaczysz.-Skrzywiła się i wyszła z pokoju. Byung znowu założył słuchawki i wrócił do grania w ulubioną grę.
:Już jestem: 
Napisał na chacie gry.
:Okej: 
Odpisał ktoś z drugiej strony. Tym "KIMŚ" był Kim Hansol który grał z B-Joo w grę.
:Emm... Hyung, bo widzisz. Wpadłem na taki pomysł, że może pogadali byśmy przez kamerkę?: 
Napisał Byung trochę wahając się z wysłaniem wiadomości.
:Ah... Nie jestem pewny, co do tego... :/:
Napisał Hansol.
:Ale chcę cie zobaczyć.:
Wystukał na klawiaturze i zrobił się cały czerwony gdy zobaczył co właśnie wysłał CHŁOPAKOWI!
:Nadal mnie nie przekonałeś...:
Odpisał Han.
:W takim razie się spotkajmy.:
Wpisał szybko Joo.
:W takim razie porozmawiajmy przez kamerkę.:
:Na prawdę? Zgadzasz się?! :D:
Byungjoo był taki szczęśliwy, że w końcu zobaczy Hansola. 
:No tak, to na skype?:
:Tak, mój nick to B-JooMonster57 :D:
:Hahaha Mój to Hansollie281:
:Hansollie... Jak ślicznie Mogę cię tak od dziś nazywać?:
-Jak uroczo~ -Pomyślał Byung uśmiechając się od ucha do ucha.
:No nie wiem...:
:Proszęęęę~! Hasollie hyuuung~: 
:No dobrze...:
:Dziękujęęęę~ W takim razie już cię zapraszam i dzwonię ;): 
:Okej.:
Szybko ubrał siwe rurki i niebieski sweter. Usiadł przy komputerze i włączył skype następnie wyszukał użytkownika o nazwie Hansollie281. Wyskoczył jedyny użytkownik o tym nicku a B-Joo nacisnął na nazwę i zaprosił do kontaktu. Jeszcze raz spojrzał na swoje odbicie w lustrze i z zawahaniem zadzwonił do Hansola. Czekał chwilę aż odbierze połączenie i w końcu odebrał. Ukazał mu się czarny ekran lecz nie było co czarne tło, Hansol miał zgaszone światło.
-Hansol hyung, jesteś tam? -Spytał B-Joo.
-Jestem... -Odezwał się. 
-*O boże, jaki ma śliczny głos~!* -Pomyślał Byungjoo uśmiechając się lekko.
-A zapalisz światła bym mógł cię zobaczyć? -Spytał młodszy a po chwili w pokoju zrobiło się jasno bo Hansol odsłonił okno i widać było już dobrzę kruchą i uroczą postać Hansola. ByungJoo powstrzymał się od pisku lecz na jego twarzy pojawiły się lekkie wypieki. *Czekaj Byungjoo... dlaczego idioto jeden zachwycasz się wyglądem chłopaka?* -Pomyślał. Popatrzał jeszcze chwilę na Hansol'a lecz coś było nie tak. -Hyung, czy ktoś cie pobił? -Pod okiem starszego było limo a wargę miał rozwaloną w dwóch miejscach. Spuścił momentalnie głowę najwyraźniej nie chcąc aby B-Joo dalej na niego patrzył.
-T-To nic... -Zamilkł na chwilę. -Miałem małą bójkę w szkolę... -Dodał po chwili nie podnosząc głowy.
-Pobili cię? -Spytał lekko wystraszony. Hansol kiwną powoli głową. -Dlaczego? Oczywiście jeśli mogę wiedzieć bo dość dużo pytam. -Zaśmiał się.
-Można powiedzieć, że dobrze się uczę... -Powiedział podnosząc lekko głowę i wpatrując się w twarz B-Joo lekko go tym krępując.
-O! Ja znam ten widok za oknem! -Powiedział. -Mieszkasz w Seulu, na ul. Byusa? -Spytał B-Joo.
-Taak! Skąd wiedziałeś? -Spytał zaskoczony Hansol.
-Moja babcia mieszka na tej ulicy, dokładniej koło tego nowego super marketu.
-Ja troszkę dalej, w lewo i jest niebieski bliźniak z dość wysokim żywopłotem.
~*~
Następny tydzień ich rozmów wyglądał trochę inaczej. Przyzwyczaili się do siebie i codziennie ze sobą rozmawiali. Opowiedzieli sobie o sobie nieco więcej i tego tylu rzeczy. Lecz dzień ósmy wyglądał inaczej. HHansol był jakiś taki zmartwiony i zestresowany. 
-Hyung, czy coś się stało? -Spytał zaniepokojony B-Joo. 
-Eeem... Nie, nie. Wszystko w porządku. -Powiedział i uśmiechnął się uroczo. Po chwili do pokoju B-Joo weszła jego mama. 
-Skarbie, tak jak mówiłam, już jadę z tatą na urlop na dwa tygodnie. Dbaj o siebie, dobrze? -Podeszła i ucałowała go w czoło. 
-Dobrze mamo. -Powiedział i uśmiechnął się do niej. Kobieta wyszła a Joo wrócił do rozmowy z Hansol'em.
-To twoja mama? -Spytał ciekawy Hansol.
-Taak, strasznie nadopiekuńcza. -Zaśmiał się. 
-Rozumiem... -Również się zaśmiał. Chwilę po tym rodzice Byungjoo odjechali.
 Nagle drzwi od pokoju Hansola otworzyły się na oścież. W wejściu stanęło trzech gości. Han odwrócił się do nich a jeden do niego podszedł i podniósł za ubranie. Han stał na palcach przestraszony i patrzył w twarz kolesia. Nagle przypomniał sobie, że gadał przez skype z B-Joo i szybko ściągnął słuchawki. Kamery nie zdołał wyłączyć, ponieważ dostał mocno z otwartej dłoni w twarz.
-Jezu, Hansol! -Krzyknął przerażony B-Joo zakrywając usta dłonią. Tym razem Han dostał mocny cios z pięści w brzuch, że aż zgiął się w pół a z jego kącika ust spłynęła strużka krwi. Nagle jeden z kolesi wskazał na ekran na którym był przestraszony Byung. Koleś puścił Han'a, a ten aż upadł i podszedł do komputera uśmiechając się do monitoru. Nagle obraz zgasł a B-Joo wpadł w panikę. -Niebieski bliźniak z dość dużym żywopłotem na ulicy Byusa. -Szybko pobiegł do korytarza i założył buty następnie zarzucił na siebie kurtkę. Wybiegł z domu i popędził do Hansol'a który teraz cierpiał z bólu. Biegł już tak około 3 minuty. Przyspieszył ruchy i lada moment był na ulicy Byusa.
-Hansollie~! -Krzyknął zmachany. Czuł jak nogi mu się uginają i, że słabnie, ale dalej biegł nawet przyśpieszył. Nagle przed nim znalazł się niebieski bliźniak i dość wysokim żywopłotem. Przeskoczył krzaczek i zaczął dobijać się do drzwi. 
-Cholera, zamknięte. -Powiedział zagryzając wargę. Zaczął uderzać ramieniem o drewniane drzwi i w końcu się roztwarły.Szybko pognał do środka szukając pokoju w którym znajdował się Hansol. Ponieważ w domu nie było dość dużo pokoi po chwili odnalazł ten właściwy. Otworzył drzwi kopniakiem i od razu zobaczył Hansola... nie przytomnego, nagiego Hansola leżącego na łóżku całego pobitego, ale to nie wszystko... ten gość co walnął Hana, właśnie miał zamiar się z nim zabawić. B-Joo nie wytrzymał i rzucił się z pięściami na tego gościa. Walił na oślep, pięść niezmiernie go bolała więc użył też drugiej. Mężczyzna którego bił B-Joo, nie wiedział co się dzieje, po prostu odbierał ciosy. Pobił go aż do nieprzytomności. Nagle do pokoju wpadło tych dwóch i jeden z nich walnął Byunga w brzuch. W tym czasie Hansol lekko się rozbudził i nie wierzył własnym oczom. Nie wierzył, że B-Joo przybiegł tu właśnie dla niego i, że bije się dla niego. Rozpłakał się.
-Byungjoo... -Szepnął przez płacz Hansol. Te słowo dodało energii B-Joo i znokautował dwóch przeciwników jednym mocnym ciosem. Szybko podszedł do Hansola i sięgnął po koc  którym okrył starszego.
-Hyung, trzymaj się. -Powiedział i wziął go delikatnie na ręcę nie chcąc zrobić mu krzywdy. Szybkim krokiem wyszedł z domu i wtulił w siebie starszego.
-Byungjoo-aah... Dziękuję... -Powiedział i zaszlochał.
-Hyung, wszystko w porządku. -Powiedział i uśmiechnął się do niego a Han nabrał czerwony kolor policzków. Szli tak jeszcze chwilę dopuki nie zaczęły spadać na nich krople wody. Hansol zaczął już trząść się z zimna. -Nie zdąrzymy dojść do mnie do domu. Pójdziemy do mojej babci, dobrze? -Spytał bardziej wtulając w siebie Hana. Ten tylko kiwnął głową. Pobiegł w takim tempie w jakim był stanie i po chwili był już przed drzwiami swojej babci. Stali przed domem cali mokrzy i zmarznięci. Drzwi otworzyła siwa staruszka.
-Na boga! Byungiie, szybko go wnieś! -Powiedziała wystraszona staruszka. Byung szybko wszedł do środka i położył Hansol'a na kanapie następnie okrył następnym kocem.
-Babciu, czy są tu jakieś moje ciuchy? -Spytał z nadzieją.
-Oczywiście, że są. Idź do pokoju gościnnego i tam je znadziesz. -Powiedziała i usiadła koło Hansola. Joo poszedł do pokoju po ciuchy dla Hansola a babcia położyła dłoń na jego czole. -Byungjoo! On ma gorączkę! -Krzyknęła nawet nie interesując się kim jest chłopak którego przyniósł B-Joo. Byung przybiegł z ciuchami i klęknął przed Hansolem.
-H-Hyung, wszystko w porządku? -Spytał zaniepokojony.
-Taa... ak. -Odpowiedział i spojrzał na B-Joo.
-Hansollie, muszę wrócić po twoje rzeczy i zabieram cię do siebie. Nie wrócisz  tam już. -Powiedział a Hansol kiwnął głową. Podał babci ciuchy. -Babciu, wsadź go do wanny i opatrz te wszystkie rany. A, i jak nie da rady się ubrać to mu pomóż, dobrze?. -Spytał a ta kiwnęła głową. -Dziękuję.
-Uważaj na siebie Byungjoo... -Szepnął Hansol a Joo uśmiechnął się do niego.
-Będe. -Powiedział i wyszedł zakrywając głowę kapturem aby nie zmoknąć jeszcze bardziej  -Biedny Hansol... I jeszcze do tego zachorował... -Westchnął i nawet nie zauważył, że jest już przed niebieskim bliźniakiem. Szybko wślignął się do domu i poszedł do pokoju Hansola. Na szczęście tych opryszków nie było, więc spokojnie mógł zabrać rzeczy Han'a i wyjść. Tak więc wygrzebał jakąś torbę i włożył ciuchy z szafy do troby. Przeszukał jeszcze pokój w poszukiwaniu czegoś, czego mógłby potrzebować jeszcze Han. Znalazł telefon, kurtkę, portwel i szybko spod łóżka wyciągnął trzy pary butów. Nagle jego telefon zaczął wibrować w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnął go i spojrzał na ekran "Babcia",  odebrał.
-Halo?- Spytał Joo przykładając telefon do ucha.
-:ByungJoo-aah, wszystko w porządku? Nic ci nie jest?:- Spytał Hansol po drugiej stronie słuchawki. B-Joo słysząc jego głos uśmiechnłą się od ucha do ucha.
-Taak, wszystko okej. Zabrałem twoje wszystkie ciuchy z szafy, telefon, kurtkę i trzy pary butów spod łóżka. Czegoś jeszcze ci potrzeba? -Spytał rozglądając się po pokoju.
-:Jak byś mógł to na moim łóżku pod poduszką leży pomarańczowy notes z gwiazdkami. Mógłbyś go zabrać?: -Spytał starszy z nadzieją w głosie.
-Oczywiście. -Powiedział i sięgnął po pomarańczowy notes w gwiazdki spod poduszki. Obejrzał go z każdej strony i włożył do torby. -Coś jeszcze? -Spytał. Nagle usłyszał czyjeś kroki za swoimi plecami. 
-:Nie, to już wszystko.:
-Hansol, oni wrócili. Muszę kończyć. -Powiedział, ale nie rozłączył się, ponieważ usłyszał strzał i poczuł przeszywający go ból na plecach pod obojczykiem. Upadł na kolana i złapał za obolałe miejsce upuszczając telefon na ziemie. Syknął i zabrał z powrotem rękę. Krew. Krew spływała z jego dłoni. Byungjoo został postrzelony. Na widok krwi zemndlał runął całym ciałam na ziemie.
*U HANSOL'A*
-Byungjoo? Byungjoo! Co się stało, odezwij się! -Krzyknął do telefonu babci B-Joo. Usłyszał jakiś niepokojący chuk i jak Byung upuszcza telefon. -Byungjoo! Idioto! -Krzyknął płaczliwie a po jego policzku spłynęła łza.
-Kochanie, co się stało? -Spytała zaniepokojona starsza pani.
-Byungjoo, coś się stało...-Powiedział i usłyszał jakieś nie wyraźnie głosy. Wydawało mu się, że usłyszał "Zamknij go w piwnicy". -Słyszałem jakieś głosy, a potem strzał... B-Byung upuścił teleon... Muszę po niego iść. -Dodał i wstał.
-Nie możesz iść sam! -Krzyknęła. -Jeszcze tobie się coś stanie. Zadzwonie do moich wnuczków i ci pomogą. -Poszła do innego pokoju i zadzwoniła do trzech powyrzej 20-letnich wnóczków z telefonu stacjonarnego. Po około 15 minutach przyjechało trzech wysokich mężczyzn.
-Co się stało babciu? -Spytał jeden z nich.
-Byungjoo... Coś mu się stało. To jego przyjaciel, -Wskazała na Hansola. -Byung uratował go przed jakimiś zbirami i przygarnął go do siebie do domu. Chwilę wcześniej przed wami poszedł po jego rzeczy i Hansol mówi, że słyszał jakieś głosy, strzał i Byungjoo upuścił telefon. -Powiedziała zdenerwowana staruszka.
-Dość poważne... -Zamyślił się jeden z mężczyzn.
-O czym tu jeszcze myśleć?! -Wtrwał jeden. -Młody, wiesz gdzie poszedł? -Spytał Hansol'a, ten tylko wiknął głową. 
-To chodźmy. -Powiedział. Mieli już wychodzić, ale staruszka zatrzymała Hansola.
-Hansollie, jesteś pewien, że dasz radę pójść z gorączką? -Spytała. 
-Zrobie wszystko nawet jak mam gorączkę, aby uratować Byungjoo. -Uśmiechnął się smutno i wyszedli. Wsiedli do jednego samochodu i przez chwilę jechali w ciszy i przemówił jeden głos.
-Jesteś chłopakiem Byungjoo? -Spytał kierowca samochodu. Hansol zrobił się czerwony.
-N-Niee... Jestem jego przyjacielem... -Wydukał zawstydzony.
-Khe... Rozumiem. -Zaśmiał się. -Jestem Choi Siwon. -Przedstawił się kierowca.
-Ja jestem Kim Young Oon. -Powiedział jeden siedzący z tyłu.
-A ja jestem Kim Heechul. -Odezwał się najstarszy z gromadki uśmiechając się do Han'a. 
-Ja jestem Kim Hansol. -Przedstawił się z małym uśmiechem na ustach. Hansol spojrzał na ulicę i byli już przed jego byłym mieszkaniem. -Ooo, to tu. -Powiedział a Siwon zatrzymał się przed niebieskim bliźniakiem. Wysiedli z auta i pobiegli do mieszkania. Hansol przebiegł po każdym pokoju po kolei i nie zastał w żadnym Byungjoo, tylko w jednym jego rzeczy które brał dla Han'a i i telefon Joo. Wszedł w głąb pokoju i ostatnie co rzuciło mu się o oczy, to mała kałuża krwi. Skrzywił się i pobiegł do "PIWNICY" krzycząc przy tym imię Byungjoo. Starsi pobiegli za nim i próbowali rozwalić zamknięte drzwi. 
-Byungjoo-aah! -Krzyknął płaczliwie dobijając się do drzwi. 
-Hansollie, uciekaj z tąd! -Usłyszeli obolały krzyk B-Joo.
-Byungjoo! -Walnął w drzwi pięściami i rozpłakał się.
-Hansol, odejdź na chwilę. Wywarzymy te drzwi. -Powiedział Siwon a Heechul przesunął Hansol'a. Po chwili wywarzyli drzwi i przez to co ujrzeli Hansol prawie zemdlał. Na drewnianym krześle siedział przywiązany, pobity i zakrwawiony Byungjoo. Hansol miał ochotę rzucić się z pięściami na... na swojego brata. Tak, ten mężczyzna który tak krzywdził Hansola był jego bratem. Wracając, zza drzwi wyleciało dwóch kolesi i kijami bejsbolowymi i ruszyli w stronę Siwona i Heechula. Zaczęli się bić i dość dobrze im to szło, zwłaszca Siwonowi i Heechulowi. Youngon zajął się "BRATEM" Hansol'a a Han popędził do Byungjoo.
-Byungjoo-aah... -Wyszeptał zapłakany i zaczął ocierać świerzą krew z twarzy młodszego. -Przepraszam... Przepraszam cię. To przeze mnie... -Dodał a po jego policzku spłynęła kolejna łza- łza bezsilności i bólu. Byungjoo uśmiechnął się smutno i musnął ustami czoło starszego. Szybko go rozwiązał i pomógł wstać. Wziął go pod ramię i zaczął przesuwać się po ścianie nie chcąc aby oberwał on ani Byungjoo. 
-Byungjoo, uważaj! -Krzyknął Heechul dając znak aby uniknął strzału które planował jeden z napastników. Hansol osłonił Byungjoo swoim ciałem i sam został postrzelony. Byungjoo naglę ożył i przerażony wpatrywał się z zamglone oczy swojego hyunga. Złapał starszego za ramiona i potrząsnął delikatnie. Han zmarszczył brwi a po jego policzku pociączyła się kolejna łza. Uśmimechnął się boleśnie do Byungjoo i upadł w ramiona Byung'a. Uklęknął i oparł starszego o ścianę. Jego serce zatrzymało się gdy ujrzał przeszywającą plamę krwi na bluzie starszego po lewej stronie na klatce piersiowej. Hansol oddychał coraz płyciej a Byungjoo zaczął sączyć łzy.
-Hyung, nie! Nie zostawiaj mnie! -Krzyknął a Hansol przymrórzył oczy.
-Chyba takie jest moje przeznaczenie... Przepraszam Byungjoo... -Wyszeptał i kaszlnął cicho. Jego oczy się zamknęły a Byungjoo rozpłakał się na dobre. 
-Hyung! Obudź się! -Krzyknął i szarpnął go za ramiona. Hansol się nie obudził. Załamany Byungjoo nie zawrzając na to, ze został postrzelony w plecy i, że ledno rusza palcami wstał i rzucił się z pięściami na tego kto postrzelił Hansol'a. Byung miał zamiar zabić tego kolesia lecz gdy Heechul, Youngoon i Siwon sobie poradzili z tymi opryszkami oderwali Byungjoo od ledwo oddychającego człowieka. B-Joo upadł na kolana i zaczął szlochać.
-Zabierzcie Hansola i zadzwońcie po karetkę i policję. -Powiedział Youngoon. Kiwnęli głowami i wynieśli Hansola a Youngoon klęknął koło Byungjoo. -Przykro mi.
-Dlaczego?... Dlaczego to nie mogłem być ja? Dlaczego Hansol to zrobił? Po co tyle nacierpiałem i po co aż tak się starałem? Aby on teraz mnie opuścił? Dlaczego życie jest taki niesprawieliwe? -Spytał bardziej siebie i zakrył twarz dłońmi.
-Wiesz... Jedni odchodzą a dródzy przychodzą... Pierwsi odchodzą po to aby dródzy mogli przyjść... -Powiedział i przytulił go do siebie. 
-Tylko, że ja... ja go kochałem... Zrobił bym wszystko żeby był teraz ze mną... -Zaszlochał.
-Wiem o tym... -Poklepał go po plecach i podniósł. -Chodźmy ty też musisz jechać do szpitala. -Ozajmił Youngoon i ruszyli ku wyjścu z piwnicy.
~*~
-Czy... czy on na prawdę odszedł? -Spytał  sam siebie leżąc na łóżku szpitalnym. Nagle do sali wpadł Siwon.
-Hansol... On żyje! -Powiedział szczęśliiwy Choi a Byungjoo zdrętwiał. Jego oczy rozszerzyły się do możliwych rozmiarów a z nich pociekły strumyczki łez. Nie wierzył własnym oszą, nie wierzył w to co usłyszał. Czy Hansol... Hansol żyje?! -Wstał i oderwał wszystkie kabelki które miał przyczepione i powbijane w ciało. Pobiegł do sali w której był Hansol i rozpłakał się na samym wejściu. Hansol żył. Leżał na łóżku z uchylonymi powiekami obwiniętny bandarzami. Powli odwrócił głowę w stronę Byungjoo i uśmiechnął się do niego rozkładając ramiona aby B-Joo go szybko przytulił. Podbiegł do niego i ostrożnie objął. 
-Hyung... myślałem, że odeszłeś... -Wydukał przez płacz.
-Też tak myślałem... Nie dostałem w serce, ale o mały włos...-Pogłaskał go po głowie. -Już spokojnie, jestem tu. -Szepnął.
-Zostawmy ich samych... -Powiedział Heechul uśmiechając się i wyszedł z Siwonem i Youngoonem z sali.
-Tak bardzo się bałem... Tak się bałem, że już cię nie zobaczę... Że mnie zostawiłeś... -Pociągnął nosem.
-Jak mógłbym cię zostawić, skoro mam ci jeszcze tyle do powiedzenia? -Spytał odsuwając od siebie i ujmując jego twarz w dłonie.
-Więc mnie nie zostawiaj i mi powiedz. -Uśmiechnął się do niego a Hansol wytarł łzy z jego twarzy. Byungjoo spojrzał w zaszklone oczy starszego i powoli zbliżył się do jego twarzy lekko muskając jego usta swoimi.
-B-Byungjoo... czy ty mnie... -Nie dokończył bo Byung mu przerwał dokąńczając za niego.
-"Lubisz?" Tak, lubię cię hyung... -Powiedział i zobaczył łzę spływającą po policzku Hansol'a. -Hyung, wiem, że moje uczucia wszystko spieprzyły... Ja spieprzyłem. Ale to moje serce wybiera samo... Wystarczy tylko słowo abym wiedział jaka jest twoja odpowiedź... Jeśli mnie odrzucisz- w porządku. Po prostu wyjdę i pójde do swojej sali i będę próbował pozbyć się tych uczuć... Choć wiem, ze będzie to trudnę, bo wiem jak mocne są moje uczucia do ciebie.-Powiedział a Hansol spuścił głowę.
-Przykro mi, że... -Tym razem to B-Joo spuścił głowę i wstał następnie ruszył do wyjścia. -Dlaczego idziesz?... Przecież nie skończyłem. -Rzekł Hansol łapiąc młodszego za nadgarstek.
-Ale hyung, nie musisz kończyć, ponieważ ja wiem co chcesz mi powiedzieć... Coś w stylu "Przykro mi, że... zepsułeś naszą przyjaźń...", a nie chcę tego słyszeć ponieważ, chcę zapomnieć o moich uczuciach i żyć jak wcześniej... Chcę się znowu z tobą zaprzyjaźnić... -Powiedział i odwrócił się do starszego.
-Idioto! -Wykrzyczał. -Masz nie zapominać! Chiałem powiedzieć, że "Przykro mi, że... Musiałeś przeze mnie tyle wycierpieć, a to tylko przez uczucia... Lecz gdybym ja miał uratować ciebie, postąpił bym tak samo, ponieważ... ponieważ też cię k-kocham... -Wyznał a po jego policzkach spłynęła łzy po raz setny tego dnia. -Ale jak chcesz, to idź... Zapomnij o mnie i uczuciach i zostaw mnie samego na pastwe losu i cierpienia. -Puścił jego nadgarstek i położył na łóżku odwracając plecami do Byungjoo.
-Hyung... Przepraszam... -Wyznał B-Joo a Han poczuł jak obok niego materac się lekko ugina. -Jestem takim idiotą... Wybaczysz mi? -Nie musiał długo czekać na odpowieć ponieważ odpowiedzią był czyn... Słodki i miękki czyn który wykonał Hansol składając niespodziewany pocałunek na ustach Joo. Miękki i słodki pocałunek który tak bardzo uszczęśliwił tą młodą dwójkę. Hansol odsunął się od B-Joo i wtulił się w jego obojczyk.
-Nie potrafił bym ci nie wybaczyć... -Wyszeptał a Byung pocałował starszego w czubek głowy.
-Kocham cię hyung.
-Ja ciebie też.
~*~
Minął tydzień od zajścia w szpitalu a większość ran i siniaków B-Joo zniknęły tak jak obawa jak zareagują jego rodzice na związek Hansola i jego. W tym dniu mieli wrócić z urlopu. No i wrócili... Hansol siedział w kuchni w domu Byungjoo i czekał aż państwo Kim wejdą do pomieszczenia gdzie znajdował się Han. W końcu weszli a Hansol stanął dęba. Byung do niego podskoczył i objął ramieniem.
-Dzi-Dzień dobry, jestem K-Kim Hansol... -Przedstawił się i ukłonił.
-Mamo, tato... -Uśmiechnął się do nich a później do Hansol'a. -Od dziś mieszka z nami i jest moim chłopakiem. -Powiedział odważnie.
-Aigooo~! -Pisnęła pani Kim. -Mój malutki Byung ma wreszcie kogoś u swojego boku... -Podeszła do Hansola. -Hansollie, witaj w rodzinie. -Uścisnęła go mocno uśmiechając się od ucha do ucha.
-Tato... nie masz nic przeciwko temu? -Spytał zaniepokojony Byungjoo.
-Ehhh... Synku, wiesz, że mam cię tylko jednego i będziesz robić to, co uważasz za słuszne. Nie chcę cie stracić więc, jaką decyzję podejmiesz, ja też ją podejmę. -Uśmiechnął się i podchodzić uścisnął całą trójkę. 
-Dziękuję wam. -Powiedział rozczulony Byung.
~*~
Dni Kimów mijały coraz lepiej i milej. Byung powiedział rodzicom, jaką sytuację przeżyli z Hansol'em i w jakiej Han był sytuacji. Przyjęli go z wielkim uczuciem.
-*Moje kolene dni... były... no... Magiczne. Każdy uśmiech Hansola dawał mi ogromną satyswakcję i pomagał stąpać po cienkim lodzie. Każdy uśmiech mojego ukochanego, pozwalał mi na kolejny krok w naszym związku... Dzięki niemu mój nałóg do komputera zniknął. Wyleczył mnie z wszelkich chorób, lecz z miłości nawet on nie zdoła mnie uleczyć. Powiedział mi kim był jego brat i to, że jest sierotą co zrozumiałem i słuchałem jak opowiada mi swoją historię życiową co chwilę popłakując. Po kilku miesiącach pstanowiłem, że oświadczę się Hansolliemu. Efekt był magiczny... Klęknąłem przed Hansollim i poprosiłem go o rękę. Rozpłakał się tak samo jak moja mama... nawet mój tata się wzruszył. Niezmiernie się cieszyłem gdy wyszeptał "Tak..." i rzucił mi się szczęśliwy na szyję. Czasem warto zaryzykować i stąpać po cienkim lodzie dla najważniejszej osoby na świecie. Niektóre osoby z miłości nawet chcę oddać życie dla ukochanego lub ukochanej. Hansol tak postąpił... Chciał oddać za mnie życie, lecz Bóg był tak łaskawy i chciał abyśmy byli razem szczęśliwi. Jak mój największy skarb na świecie będzie miał umierać, umrę razem z nim, albo nawet jak będzie taka możliwość, to umrę za niego.*

~KimSeungLee

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Wybaczycie mi, wiem o tym.. ;')

Hej miśki!
Przez długi czas zastanawiałam się co zrobić z 2 rozdziałem Hanjoo i nie wymyśliłam nic..
Wiem, że większość z was czeka na kolejny wpis, ale cóż..
Próbowałam pisać na chama, ale nic z tego.
Myślę, że potrzebuję jeszcze trochę czasu na napisanie tego rozdziału  i mam nadzieję, że dacie mi ten czas.
Wiem, że nie było mnie długo, za co przepraszam, ale też chciałam wam to jakoś wynagrodzić i odwdzięczyć wam się, że macie cierpliwość ze stali.
Wzamian za to, jutro wstawię nowego Hanjoo (nie jestem pewna czy powinnam wam podać fabułę, no ale choć trochę wam pospoileruje)
Tak więc ByungJoo jest uzależniony od komputera i gra z Hansolem w pewną grę przez internet. Gdyż nie wiedzą jak wyglądają, B-Joo w końcu pyta czy pogadają przez kamerkę. Hansol nie pewnie zgodził się, i dopiero zaczęły się kłopoty.
Gdy gadali przez kamerkę, drzwi od pokoju Hansola otworzyły się a w nich stanęło trzech mężczyzn. Jeden z nich podszedł do Hansola i podniósł go za kołnierz następnie uderzył w brzuch.
Koniec spoileru :')

Do jutra.

~KimSeungLee.