środa, 18 marca 2015

Hanjoo, Prolog- You know, i'm not perfect.

Hey, hej! Mam tu prolog do Hanjoo który wpadł mi dziś do głowy :| Trochę się na was zawodzę, ponieważ jest tylko jedna osoba która napisała komentarz i bardzo jej za to dziękuję *': Miłego czytania~!


Tytuł: You know, i'm not perfect. 
Bohaterowie: Na razie nie całe Topp Dogg.
Pairing: Hanjoo.
Gatunek: Angst
Ostrzeżenia: Chęć samobójstwa.
Część z opo.: "Znajdź kogoś, kto nie boi się przyznać, że tęskni. Kogoś, kto wie, że nie jesteś idealny, ale traktuje cię tak, jakbyś taki był. Ktoś, dla kogo  największym lękiem jest utrata ciebie. Kogoś, kto całkowicie odda ci serce i kto będzie mówił "Kocham cię" i naprawdę miał to na myśli... I w końcu co najważniejsze, znajdź kogoś, kto będzie szczęśliwy budząc się przy tobie każdego dnia i mimo upływu lat, będzie kochał się z każdym dniem coraz mocniej."



"Znajdź kogoś, kto nie boi się przyznać, że tęskni. Kogoś, kot wie, że nie jesteś idealny, ale traktuje cię tak, jakbyś taki był. Ktoś, dla kogo  największym lękiem jest utrata ciebie. Kogoś, kto całkowicie odda ci serce i kto będzie mówił "Kocham cię" i naprawdę miał to na myśli... I w końcu co najważniejsze, znajdź kogoś, kto będzie szczęśliwy budząc się przy tobie każdego dnia i mimo upływu lat, będzie kochał się z każdym dniem coraz mocniej."
                                                                             K.H.S
-Przepraszam hyung, ale musimy odwołać nasze plany, ponieważ Sulli chce wyjść do kina. -Powiedział Byungjoo, a mnie zakuło w sercu. Kolejny raz, kolejny raz mnie zlewa dla swojej dziewczyny która robi wszystko, abym jak najmniej czasu spędzał z Byungjoo. Odwróciłem się i poszedłem do swojego pokoju nie zwracając uwagi na wołania B-Joo. Gdy byłem już w pokoju zamknąłem drzwi na klucz i rzuciłem się na łóżko. Po moich skroniach słynęły łzy. Miałem wszystko doskonale zaplanowane. Kolacja, świece, czerwony obrus, ballady i... i najważniejsze. Chciałem wreszcie wyznać uczucia Byungjoo. Nigdy nie miałem okazji, bo wtrącała się Sulli. Co czuję do Byunga wiedział tylko Hojoon. Za każdym razem wszystko przygotowywałem, ale ona to niszczyła. Tym razem byłem pewien, że w niczym mi nie przeszkodzi, ponieważ miała wyjechać matki więc przygotowałem wszystko najbardziej perfekcyjnie jak się tylko dało. Ale myliłem się... Jak zawsze. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio gdzieś z nim wyszedłem. Cicho zaszlochałem i podszedłem do okna.
-Hansol? Coś się stało?... -Poznałem ten głos. Hojoon przyszedł w samą porę. Powoli ruszyłem zapłakany do drzwi i przekręciłem klucz. Hojoom je otworzył i spojrzał na mnie. Wszedł do pokoju i zamknął drzwi. Przytulił mnie mocno i zaczął głaskać po głowie.
-Hyung... Mam dość... Mam go dość, chcę o nim zapomnieć, nie chcę go więcej widzieć. Nigdy więcej. -Szepnąłem bardziej wtulając się w starszego. Posadził mnie na łóżku i spytał co się tym razem stało. -A jak myślisz? Znowu mnie zlał, a ja mam czelność nazywać go najlepszym przyjacielem. -Wybuchłem płaczem.
-Csiii... Znowu miałeś wszystko przygotowane? -Spytał wiedząc jaka jest odpowiedź. Kiwnąłem głową twierdząco. -Wiesz Hansol... Byungjoo myśli, że cały świat kręci się wokół niego. Jest zaślepiony w tej dziewczynie. To ty musisz mu uświadomić, że ona niszczy jego i waszą przyjaźń, bo on sam nie przejrzy na oczy. In nie dojdzie do tego jak powinno być, a jak jest. -Oznajmił Hojoon, a ja pokręciłem głową.
-Nie hyung. Daje sobie z nim spokój, ponieważ wiem, że i tak nic do niego nie dotrze. Nic, kompletnie. Nawet gdyby nie dowiedział się o moich uczuciach, chciałem żeby był szczęśliwy, chciałem aby był z kimś sprawiedliwym i z kimś kto będzie mówił mu "Kocham Cię" szczerze. Ale teraz mam wszystko gdzieś, niech żyje jak chce.-Wyszlochałem i rozpłakałem się jeszcze bardziej. Nagle usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju.
-Coś się stało?- Spytał głos który tak bardzo mnie ranił.
-Byungjoo wyjdź. -Powiedział oschle Hojoon. Byung stał w miejscu nie mając najmniejszego zamiaru się ruszać. -Byungjoo wyjdź!- Krzyknął Hojoon.  Czekał chwilę na reakcję Joo i w końcu wstał podnosząc mnie. Pociągnął mnie za rękę wyprowadzając z pokoju. Nie miałem odwagi ani nie chciałem wtedy spojrzać choć na sekundę na Byungjoo. Hojoon wyciągnął mnie na korytarz kawałek od mojego pokoju i przyparł do ściany. -Hansol, zapomnij o nim.
-Ale jak? Jak mam to do cholery zrobić?! -Wrzasnąłem. Hojoon przybliżył się do mnie i pocałował mnie. Jeszcze raz tylko bardziej pewnie. Próbowałem go od siebie odepchnąć, ale to nic nie dawało. Ktoś go ode mnie odciągnął. Tą osobą okazał się być B-Joo. Spojrzałem na Hojoona, a później w oczy Byungjoo. Po moich policzkach spłynęły kolejne łzy. Odwróciłem się i ruszyłem szlochając do pokoju. Sięgnąłem po telefon, portfel i otworzyłem szufladę w której leżał pistolet który miał każdy członek zespołu dla bezpieczeństwa. Trzęsącymi się rękoma sięgnąłem po niego i schowałem do keszeni luźnej bluzy. Nagle usłyszałem niewyraźne krzyki. Lecz jedno zrozumiałem. Jeden wrzask Hojoona "Nie jesteś wart wiedzieć jaka jest prawda!". Chwyciłem za kurtkę i ruszyłem do wyjścia z pokoju. Otworzyłem drzwi i zamykając je wyszedłem.
-Hyung, gdzie idziesz? Coś się stało? -Spytał przechodzący obok mnie A-Tom. Odsunąłem go na bok chcąc udostępnić sobie przejście do drzwi wyjściowych z dormu. SangGyun złapał mnie za nadgarstek i znowu spytał co się stało.
-Nie twój interes. -Powiedziałem oschle jak nigdy. Zawsze byłem miły dla A-Toma. Nigdy, przenigdy nie powiedziałem czegoś do niego z taką powagą a tym bardziej na niego krzyknąłem. Zawsze uważałem go za delikatnego i uroczego dzieciaka którego każdy by pokochał drażnić i zawstydzać.
-H-Hyung, przecież widzę, że coś jest nie tak. -Powiedział. A ja popchnąłem go na ziemie.
-Niech cię to nie obchodzi jak i innych! Mam was dość, wszystkiego dość! Życia, szczęścia, przyjaźni! Człowiek jest niczego wart, zapamiętaj to na przyszłość. -Krzyczałem a po moich policzkach słynęły łzy. Właśnie wtedy pożałowałem, że tak bardzo na niego nakrzyczałem, ponieważ zauważyłem ten ogromny strach w jego oczach. Cały się trząsł. Nagle przed nami zjawił się Nakta, Sangdo, P-Goon, Seogoong i Xero. Patrzyli na mnie z zaskoczeniem. P-Goon i Seogoong podnieśli A-Toma z podłogi, a gdy chcieli coś powiedzieć po prostu wybiegłem z dormu trafiając na wielbioną przeze mnie rzekę Han.

Liczę na komentarz ;) Od dziś podpisuję się "Kim Seung Lee" <3
~KimSeungLee ♥

czwartek, 5 marca 2015

Hanjoo- Pulled.The.Trigger.

Cześć cebulaczki~! Bardzo przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale musiałam przygotowywać się od próbnych testów... Mam nadzieję, że mi wybaczacie (; Btw... Ostatnio ogrooomnie pokochałam Hanjoo i stało się moim OTP 4ever :') Mam już naszykowane parę nie dokończonych Hanjoo, ale to trochę potrwa zanim coś dodam, bo chcę poprawić moją wymowę i wgl. Te opowiadanie wpadło mi do głowy przedwczoraj jak miałam zły dzień, ponieważ mój przyjaciel popsuł mój szczęśliwy długopis :c.

Tytuł: Pulled.The.Trigger.
Bohaterowie: Większość Topp Dogg.
Paring: Hanjoo -HanSol, B-Joo-
Gatunek: Smut, Dramat, OneShot.
Ostrzeżenia: Samobójstwa.
Część z opo.: Srebrną żyletkę w dłoni... Wycinam kolejne znaki... Choć czuję jak bardzo boli... Choć widzę jak krew z mych ran płynie... Nie przerwę... Swego natchnienia... Co razem z żyletką w dłoniach lekko płynie... Nie powstrzymam się... Dlaczego?... Bo pokochałem... Zostałem zraniony... Robię kolejne cięcie... Głębokie, krwiste... Krew z mych nadgarstków płynie... Kochałem, nadal kocham... Lecz nadzieja przepadła, że ty mnie pokochasz... Powoli odpływam... Wiem, że zmądrzałeś... Umierasz razem ze mną... W końcu będziemy szczęśliwi... Dołączyłeś do mnie... Odzyskałem nadzieje... Już wiem, że mnie kochasz... Wybaczyłem...



Minął już tydzień. Tydzień od tego czasu jak cię straciłem, jak odszedłeś na zawsze. Przez ten czas zrozumiałem jak bardzo cie nie doceniałem. Że w ogóle nie poświęcałem ci czasu mimo, że uważałeś mnie za swojego najlepszego przyjaciela. Szukałeś wsparcia u Kidoha ponieważ ja ci go nie dawałem, ale on cię olał. Załamałeś się a ja nic z tym nie zrobiłem. Po prostu siedziałem i patrzyłem jak się pogrążasz. Pewnego dnia zniknąłeś. To było po naszej kłótni. Pierwszy raz zacząłem się o ciebie martwić gdy nie wracałeś do dormu od 3 godzin. Była już 23 a ciebie nadal nie było. Szybko się ubrałem i pobiegłem do P-Goona. Wyjaśniłem mu, że nie ma cię od 3 godzin i bardzo się o ciebie martwię bo nigdy nie uciekałeś jak się pokłóciliśmy. A ten nagle wypalił, że mnie kochasz i ranie cię nie zwracając na ciebie uwagi. Spytał mnie czy JA cie kocham. Oczywiście odpowiedziałem nie. Kazał mi zamknąć oczy i wyobrazić sobie najprzyjemniejsze momenty w życiu. Wykonałem jego polecenie. Przeleciałeś mi przed oczami z tym uroczym uśmiechem. Spytał kogo lub co widzę. Odpowiedziałem "Hansola..." "To teraz wyobraź sobie szczęście, miłość..." Znowu miałem ciebie przed oczami jak czule mnie przytulasz uśmiechając się przy tym. Znowu spytał "Kogo widzisz?" "Hansola" Odpowiedziałem. Już wiedziałem do czego zmierza. Dopiero wtedy dostrzegłem jak bardzo cię kocham i jak bardzo cię raniłem. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza na samą myśl jak musiałeś się wtedy czuć. ''Nie masz zamiaru go szukać mimo, że go kochasz?" Spytał. Spojrzałem na niego i szybko wybiegłem z dormu. Biegłem ulicami Seul zastanawiając się gdzie możesz się znajdować. "Byungjoo, myśl..." Powtarzałem sobie. Wspominałem momenty gdzie najczęściej chciałeś ze mną chodzić, lub gdzie chodziłeś jak byłeś w dołku. "Altana" To jedyne co mi wpadło do głowy. Altana za starym kościołem do której nigdy nie chciałem z tobą chodzić w opuszczonym zakątku Seul. Pobiegłem tam najszybciej jak potrafiłem i po ok. 10 min byłem na miejscu cały zmachany. Wszedłem do małego domku z nadzieją, że w niej byłeś. Byłeś. Leżałeś na fotelu z uchylonymi powiekami i świeżymi łzami na policzkach. Podszedłem do ciebie sparaliżowany i klęknąłem przed tobą. "Hyung... odezwij się..." Szepnąłem a jak się nie odezwałeś po moim policzku spłynęła łza. Złapałem cię za dłoń z nadzieją, że tylko udajesz. Uniosłem ją lekko i ujrzałem krew przeszywającą się przez bluzę na nadgarstku. Zdjąłem ją z ciebie i upadłem. Byłeś poraniony. Wszędzie miałeś świeże rany. Na nadgarstkach, klatce piersiowej, brzuchu, ramionach, rękach... Mocno, krwawiące, niestaranne kreski na klatce piersiowej które tworzyły słowo "Kieszeń". Wpatrywałem się w ciebie nie wiedząc co robić. Rozpłakałem się myśląc jak bardzo zniszczyłem ci życie które chciałeś spędzić u mego boku. U mego boku, lecz chcąc być kochany i jedyny przy mnie. Wstałem i podszedłem do ciebie następnie szturchnąłem cię w ramię. Krzyczałem, że masz się obudzić lecz to nie skutkowało. Przytuliłem się do ciebie i zacząłem szlochać. "Hyung, obudź się proszę..." Szeptałem w kółko. Nagle poczułem kogoś dłoń na swoim ramieniu i szept "Przykro mi Byungjoo, ale puść go i pozwól w spokoju odejść..." Se Hyuk. Tylko skąd on zał to miejsce? Możliwe, że tylko ja byłem tam pierwszy raz a wszyscy z zespołu w nim byli? Pewnie tak. Nie dość, że spóźniłem się żeby cię uratować to jeszcze cię uśmierciłem. Jestem niesamowity w okazywaniu uczuć, dobrze o tym wiesz. Płakałem coraz głośniej i usłyszałem kolejne szlochy. Nie mogłem w to uwierzyć. Przywiózł ze sobą cały zespół. P-Goon odciągnął mnie od ciebie z trudnością następnie zadzwonił po karetkę. Upadłem na kolana ślepo wpatrując się ciebie. Miałeś już osunięte powieki które osunął ci zapłakany Xero. Przypomniałem sobie o słowie które miałeś wycięte na klatce piersiowej. Podszedłem do ciebie i wyciągnąłem z kieszeni kartkę. Znowu upadłem na kolana rozkładając kartkę i ścierając kolejną łzę. Rozejrzałem się po pomieszczeniu w którym znajdowałem się już tylko ja i ty. Spojrzałem na ciebie i pragnąłem zrobić jeszcze jedną... dwie rzeczy. Wstałem i przyłożyłem moje drżące usta do twoich lodowatych, sinych warg. Były lodowate ale nadal słodkie. W końcu pierwszy raz cię wtedy pocałowałem. Zapłakałem w twoje delikatne usta i odsuwając się wyszeptałem krótkie "Kocham cię. ". Klęknąłem i złapałem cię za dłonie, a po chwili do domku weszło trzech ratowników następnie zabrali Hansola. Przyszedł Hojoon, Seogoong, Xero i Sangdo następnie klękając mocno mnie przytulili i zaczęli płakać razem ze mną. Tak bardzo chciałem, żebyś tam był, żebyś wysłuchał co miałem ci do powiedzenia i przytulił tak bardzo czule jak zawsze to robiłeś, ale to tylko marzenia.
    Pojechaliśmy do szpitala a później do dormu z wiadomością, że nie dało się już cię odratować. Zamknąłem się w pokoju i siadając na łóżku wyciągnąłem kartkę którą miałeś w spodniach. Zacząłem czytać.

  Kochany Byungjoo.
          Po pierwsze- chcę przeprosić cię za to, co zrobiłem. Mam nadzieję, że za mną nie płakałeś, z resztą... Ty nigdy nie płaczesz, a co dopiero płakać za mną? Po drugie- dlaczego to zrobiłem? Nie wiem. Myślę, że brakowało mi wsparcia, kogoś kto mnie wysłucha, pocieszy, kogoś kto by się o mnie martwił i kogoś kto by zwracał na mnie uwagę. Ty taki nie jesteś. Nie umiałeś żadnej z tych rzeczy a ja nazywałem cię nadal moim najlepszym przyjacielem, bo myślałem, że nie jesteś taki w środku jaki jesteś na zewnątrz. Być może już zmądrzałeś, ale nikt ani nic nie cofnie czasu i nie zaklei moich ran zadanych przez ciebie i przeze mnie samego. Znaczy czasem potrafiłeś się do mnie
odezwać, ale to zawsze kończyło się kłótnią.
              Zacznę od brzucha, później- nogi, następna- klatka piersiowa, oraz-ramiona i na koniec aby to wszystko zakończyć będą nadgarstki. Długo nad tym myślałem, aby popełnić samobójstwo, ale na początku to nie było zbyt słuszne, lecz potem tak się pogrążyłem, że nie miałem wyjścia. Zawiodłem się na tobie i Kidohu... Poszedłem do niego, żeby się wygadać, ale on kazał mi się wynosić. Spytałem dlaczego. Powiedział, że nienawidzi mnie dlatego, jakie uczucia do ciebie żywię. ~

Nadal czytałem ten list mimo, że byłem zalany łzami. List był pokryty kroplami krwi tak samo jak i łzami które rozmazywały tusz w niektórych miejscach. Hyung, płakałeś przez takiego idiotę jak ja? Nienawidzę siebie samego. 

          ~ Poszedłem do naszego pokoju cały zapłakany i spojrzałem na ciebie. Nie odezwałeś się tylko wpatrywałeś się we mnie ślepo, ja również się nie odzywałem tylko wsunąłem się pod kołdrę i skuliłem w kłębek. Widziałem, że chciałem ze mną porozmawiać i podejść do mnie tylko wycofałeś się gdy usłyszałeś mój szloch. Przez kolejne trzy dni trzymaliśmy do siebie dystans. Właśnie rozmyślałem co ze sobą zrobić kiedy usiadłeś koło mnie i poprosiłeś o rozmowę. Zgodziłem się. Zacząłeś wypytywać co się stało. Spytałem kim jest przyjaciel chcąc ominąć odpowiedź. Westchnąłeś i zacząłeś mi wyjaśniać, że to taka osoba która jest dla tej drugiej osoby jak brat. Zawsze  jest przy tobie, gdy prosisz wysłucha cię, pomoże ci wyjść z dołka i to ktoś kto nigdy cię nie zawiedzie. Spuściłem głowę i ze smutkiem i łzami w oczach spytałem "Więc nie jesteś moim przyjacielem?" Wpatrywałeś się we mnie osłupiały. "Jestem..." Szepnąłeś. "Nie, to nie prawda. Sam przecież powiedziałeś jaki jest przyjaciel. Ty taki nie jesteś. Nigdy mnie nie wpierałeś i nigdy nie byłeś przy mnie. To zawsze ja musiałem za tobą latać i wypytywać co się stało jak byłeś smutny i nie liczyło się wtedy to, że mnie zlewałeś, ja nie dawałem za wygraną i w końcu wygrywałem. Opowiadałeś mi wszystko a ja ci pomagałem. Chciałbym, żebyś też mi pomógł, lecz już za późno. Już straciłem pełną nadzieję, że jedno z moich błahych choć nie możliwych marzeń się spełni." Wstałem i ruszyłem do drzwi. Złapałeś mnie za nadgarstek i zacząłeś się tłumaczyć lecz ci przerwałem mówiąc "Nasza przyjaźń kończy się w tym miejscu." Wyrwałem dłoń a po moich policzkach spłynęły łzy. Zacząłeś coś za mną krzyczeć, wyzywać mnie, lecz miałem to wszystko gdzieś. Wtedy liczyło się dla mnie tylko skończenie ze sobą zadając sobie jak najgłębsze cięcia na skórze. Poszedłem do altany i naszykowałem potrzebne rzeczy. Czyli żyletki, kartkę i długopis. Nie chcę pisać co było dalej bo wiesz. Ledwo piszę, więc kończę. Aha, i nie wierzę, że w końcu doświadczyłeś co to znaczy płacz i jak czuję się osoba na którą się liczy lecz ona znika zostawiając cię w rozłące. 
                                                                                                                                 13.01.2015.
                                                                                                                                 Kocham cię.
                                                                                                                                 Kim Han Sol.

Nienawidzisz mnie... Jestem w stanie cię zrozumieć. I to bardzo. Bez namysłu pobiegłem do salonu w którym był Sangdo, Se Hyuk, Gohn, Jenissi i Nakta. Podbiegłem do szuflady która znajdowała się za kanapą  na której wszyscy siedzieli. Otworzyłem ją i szybko wyciągnąłem pistolet. "Byungjoo, odłóż ten pistolet." Powiedział Sangdo który stał koło mnie razem z P-Goonem a Gohn, Natka i Jenissi z drugiej strony. Pokręciłem głową a po moich policzkach słynęły łzy. "Byungjoo-ah, pomyśl logicznie i odłóż tą broń!" Krzyknął Gohn. Spojrzałem na nich po kolei przepraszająco i szybko przeskoczyłem przez kanapę która była przede mną i szybko ruszyłem do wyjścia. Pobiegłem do altany a oni za mną. Przyśpieszyłem i lada moment byłem już w domku. Zamknąłem i zastawiłem drzwi następnie wyciągnąłem telefon i szybko napisałem do mamy ":Mamo, wiesz, że bardzo cię kocham i jestem ci nie zmiernie wdzięczny, że tu jestem. Nie ważne co się stanie nie płacz. Przepraszam i dziękuję. Kocham cię.:" Płakałem jak małe dziecko pisząc tego esemesa. Teraz do P-Goona. "Hyung, wiesz, że kocham was wszystkich, ale Hansola najbardziej i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Więc w spokoju pozwólcie mi do niego dołączyć. Kocham was. Nie płaczcie, będę was obserwował tam z góry razem z Hansolem- Moim życiem. Dziękuję ci, że uświadomiłeś kto jest dla mnie najważniejszy." Wysłałem i przyłożyłem lufę do skroni następnie bez wahania pociągnąłem za spust. Tak skończyła się moja historia na ziemi na której umierają ukochane nam osoby. Teraz dołączyłem do ciebie hyung. 
   Stałem w białym pomieszczeniu ubrany w białe ubrania. Rozejrzałem się dookoła i dostrzegłem zmierzająca w moją stronę postać. To byłeś ty. Podbiegłem do ciebie i rzuciłem ci się na szyję. Popłakałem się a ty razem ze mną.  "Hyung, kocham cię. Teraz będziemy szczęśliwi i już tego nie spieprzę." Wyznałem a ty odwzajemniłeś uścisk. Odsunąłem cie ode mnie i najczulej jak potrafiłem złożyłem na twoich ustach pocałunek. Nie były już zimne i blade, tylko gorące i różowe jak zawsze. ''Pieprzony idiota" Powiedziałeś odwzajemniając pocałunek. "Też cię kocham" Dodałeś. 
    Tak zaczęła się moja nowa historia. Już zawszę będę z tobą i nikt nam nie przeszkodzi. Teraz spełnię każde twoje marzenie, nawet te nie możliwe. Wszystko tylko abyś zawszę był przy mnie i mnie kochał. 
                                                                                                                                    Kim Byung Joo.

Srebrną żyletkę w dłoni... Wycinam kolejne znaki... Choć czuję jak bardzo boli... Choć widzę jak krew z mych ran płynie... Nie przerwę... Swego natchnienia... Co razem z żyletką w dłoniach lekko płynie... Nie powstrzymam się... Dlaczego?... Bo pokochałem... Zostałem zraniony... Robię kolejne cięcie... Głębokie, krwiste... Krew z mych nadgarstków płynie... Kochałem, nadal kocham... Lecz nadzieja przepadła, że ty mnie pokochasz... Powoli odpływam... Wiem, że zmądrzałeś... Umierasz razem ze mną... W końcu będziemy szczęśliwi... Dołączyłeś do mnie... Odzyskałem nadzieje... Już wiem, że mnie kochasz... Wybaczyłem...
                                                                                                                                            Kim Han Sol.


Taki króciutki "w" Btw... Tak się zastanawiam czy w ogóle warto prowadzić tego bloga, gdyż nikt go nie komentuje... Widzę, że czytacie moje wpisy tylko zostawiajcie po sobie inne ślady, ponieważ to motywuje nas do dalszej pracy. Czuję się jakbym pisała to dla siebie, a pisze to dla was, ponieważ niektórych opowiadań z najrealistyczniejszymi pairingami jest tak mało w polskim języku. Np, Hanjoo :| Proszę was o to, abyście chociaż napisali jedno słowo. Plzzzz, ludzie~!

~RuRuRu♥